Margalef – dupa a nie wspinanie

Margalef – dupa a nie wspinanie

Po wszystkich naszych przygodach w czasie podróży do Hiszpanii w końcu udało nam się dotrzeć do Margalefu. Niestety przez awarię naszego samochodu nie udało nam się dotrzeć na Eko Marga – festiwal wspinaczkowo – ekologiczny, podczas którego wszyscy wspinają się razem, imprezują i zbierają śmieci. Dotarliśmy dwa dni po zakończeniu, więc cały Margalef wionął pustkami. Jedynie w niedzielę można było spotkać parę dusz w najpopularniejszych, słonecznych sektorach.

Margalef, pomimo mojego sceptycznego nastawienia ukutego na podstawie opowieści o zatłoczonych sektorach, „toaletach” w każdym krzaku i przewiech po dobrych dziurkach zdobył moje serce od pierwszego wejrzenia. Na pierwszy rzut oka widać piękny, techniczny potencjał w przewieszeniach, który daje możliwość odkrycia czegoś więcej niż tylko siłowe wspinanie. Dzięki imponującej formacji pełnej dziur zlepieniec nie zawsze daje się „odczytać” od razu. W efekcie można czerpać dużo satysfakcji z pierwszych wstawek szukając właściwych sekwencji ruchów.

obowiązkowa fota w Margalefie
fot. B. Świstowski

Cóż więc innego mieliśmy robić, jak nie łotać skałkę? Obiecałam sobie, że zacznę rozwspin od łatwych dróżek – nic powyżej 6c+. I tak oczywiście, jak to zwykle bywa nie dotrzymałam sobie danej obietnicy i podążając za Świstakiem zaczęłam rozgrzewki na 7a FL. Oczywiście po 1,5 miesiąca w Fontainebleau i dość długiej przerwie w Polsce wytrzymka była zerowa. Ale nic to, łoimy dalej, bo czemu nie, życie jest krótkie, spieszmy się kochać skałki -tak szybko odchodzą itp. I tak trzeciego dnia naderwałam sobie mięsień udowo  pośladkowy 😀

Oczywiście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – Świstak musiał skakać dookoła mnie, a ja miałam wymówkę na wszystko cokolwiek musiałabym zrobić – no bo przecież nie mogę chodzić, no bo jak?

Szkoda tylko, że wspinać też się nie mogłam.

Na szczęście uraz okazał się niezbyt poważny i małymi, małymi kroczkami zaczęłam się przygotowywać do wyjazdu do Siurany 🙂

Świstak oczywiście łotał Maegalef jak szalony wykorzystując swoją ukochaną metodę pt: „ładuje wszystkie 7a w sektorze, wszystkie 7a, które są turbo kocurami i turbo klasykami, wszystkie 7a, które wyglądają ładnie i wszystkie 7a, które widzę po drodze”. A i oczywiście niemalże wszystko w najpiękniejszym stylu OS. I oczywiście i tak narzekał, że nie ma formy i wytrzymki 🙂

Jak świstak ma nie być silny, jak ładuje takie ciężary w Decathlonie?
fot. A. Filimowska

A Marchewa dzielnie łotał podejścia (choć częściej wolał jednak zostawać w samochodzie). Chętnie też łotał pełną michę kocich chrupek i chasał po gaju olwinym obok którego parkowaliśmy.

A teraz niech drżą wszystkie krawądy – Siurano nadciągamy!

Mapa

Na mapie możesz zobaczyć gdzie dzieje się "akcja" z tego wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *