hu-hu-ha nasza zima nie taka zła!

hu-hu-ha nasza zima nie taka zła!

Pewnie zastanawialiście się co się działo po naszym wyjeździe z Margalefu zwłaszcza, że święta były tuż za pasem?  Dziś u nas lato zbliża się wielkimi krokami a temperatury z dnia na dzień rosną. Dlatego pomyślałam, że może warto nieco schłodzić nasz entuzjazm i ze współczuciem połączyć się z rodakami w bólu i mrozie. Stąd te „zimowe” wspominki ze świąt w Siuranie – absolutnego królestwa zróżnicowanego wspinania! Każdy może znaleźć coś dla siebie – piony, połogi, przewieszenia, krawądki, chrupki, klamy – czego dusza zapragnie 🙂

Ale jako że obecnie dni są coraz dłuższe, więc więcej jest czasu na wspinanie, a mniej na przyziemne sprawy takie jak pisanie na blogu – dlatego dziś uciecha dla tych z Was, którzy wolą oglądać niż czytać 😀

A oto i Siurana w pełnej krasie:

Było wspinanie harde, oj było

Ale było też trochę kombinowania i nowe wspinaczkowe doznania…

Ale najfajniejsze było wspinanie się na thuje w celu zrobienia z niej drzewka bożonarodzeniowego!

Ja i Jamie dokładamy wszelkich starań, żeby święta były świtami (reszta w tym czasie gotuje, smaży i piecze) 😀
fot. S. Leupi

Ogólny efekt naszej pracy prezentował się oszałamiająco i zdecydowanie… wspinaczkowo ;p

fot. J. MacLeod

Przy takiej „choince” cóż można robić innego niż tylko… jeść! A że na parkingu w Siuranie zebrało się trochę narodu, to co i rusz ktoś dochodził, dosiadał się i na całe szczęście, przynosił więcej jedzenia!

fot. J. MacLeod

Były śpiewy (bynajmniej niezbyt nabożne), dyskusje, naleśniki, zupa z grzybów z Fontainebleau, karmel, curry, wino, wino… i może jeszcze wino i trochę wina… ogólnie bardzo sportowa atmosfera ;p

No ale jak się przewspinało cały wigilijny dzień i wszystkie poprzednie, to co sę dziwić

fot. B. Świstowski

I tak pierwszy dzień świąt minął nam… beztrosko 🙂

fot. B. Świstowski

A potem znowu było wspinanie, wspinanie, wspinanie i dojadanie resztek po wigilii (głównie to dojadał Marchewa, głównie nocą i głównie moje pierniczki, które pięknie ozdabiały nam wnętrze naszego vana – zdjęć tak jak i innych dowodów brak, gdyż zostały pożarte przez złośliwą rudą małpę).

fot. A. Filimowska

A potem nastał SYLWESTER! A w sylwestra było obowiązkowe kąpanie w lodowatej rzece i imprezka w pobliskim mieście. A na imprezce oczywiście… wspinanie. Tym razem na mury kościoła. Ktoś wymyślił super odjazdowego bulda i jakoś tak wszyscy zaczęli się wstawiać. Kiedy piszę „wszyscy” mam na myśli WSZYSTKICH wspinaczy, którzy przebywali w Siuranie i okolicach. Niezwykle skromna autorka tegoż bloga miała niewątpliwą przyjemność dokonać pierwszego i jedynego kobiecego przejścia tegoż problemu. Prawdopodobnie fakt ten wynika z tego, że inne wspinające się kobiety były nieco rozsądniejsze i być może szanują się całkiem i nie szlajają się po byle kawałkach murów kiedy ktoś krzyknie „założę się, że tam nie wejdziesz”.

fot. S. Leupi

O, a tu proszę – sprawca całego zamieszania!

fot. S. Leupi

Ale to nie tak, że całą zimę tylko się wspinaliśmy z przerwami na okazjonalne imprezki. Były i chwile zadumy i refleksji, chwile nastrojowe i romantyczne

Ale ogólnie to wszystko było nieźle pokręcone! Nasza wspinaczkowa rodzina z Fonatinebleau nieco się zwiększyła, potem znowu zmniejszyła i tak ewoluuje cały czas 🙂

fot J. MacLeod

Ehhh… i tak w końcu trzeba było ruszyć dalej, bo zima przecież nie będzie trwała wiecznie!

Tymczasem wszystkim naszym czytelnikom z Polski przesyłamy promyki cieplutkiego słońca!!!

 

No to się zrobiło słodziutko…

 

Nara!

Mapa

Na mapie możesz zobaczyć gdzie dzieje się "akcja" z tego wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *