o co kaman

o co kaman

Czym jest to co jest?
Niczym innym niż właśnie tym czym jest.
Niczym więcej ani niczym mniej.
Nie jest też tym czym nie jest.

To oczywiście wcale nie jest kuchenny wywód filozoficzny, a jedynie skrótowy opis tej strony. Nie będzie ona poradnikiem o tym jak tanio podróżować wyzyskując miejscową ludność, czy jak zostać podróżnikiem w ogóle. Przy pomocy tej strony nie powiemy Wam również jak zarobić na wyjazd, jak oszczędzać i napadać na banki. Nie dowiecie się również jak zgłosić swój stary samochód do kolejnej edycji „Pimp My Ride”, lub jak zasiedlić Marsa. Po cenne wskazówki w tej materii zapraszamy do znanych i uznanych ekspertów od wszystkiego 😉

Tym właśnie ta strona nie będzie.
Czym więc będzie?

Z początku miała być skromniutkim blogiem, którego mieliśmy prowadzić podczas naszej podróży, by zapewnić przyjaciół i rodzinę, że nadal żyjemy, grzecznie jemy pełnowartościowe obiady (i podtrzymujemy żar tradycji gotując polski rosół co niedzielę) oraz, że ciepło się ubieramy i bardzo tęsknimy. Jednak wskutek ujarzmienia kolejnych galaktyk internetów będzie to nieco szersza odsłona naszych poczynań, których opisem będziemy właśnie Ciebie drogi Czytelniku, ku Twojej niewątpliwej uciesze raczyć jak najczęściej.

Więc w końcu CO KAMAN?

Ot, nic znowuż takiego wielkiego czy innowacyjnego – jedziemy powspinać się tu i ówdzie. Taki zwykły wyjazd w skałki. Tyle, że w różne europejskie zakamarki. No i trochę dłuższy, niż to zwykle bywa pod Krakowem. Będziemy mieszkać w samochodzie, grać na gitarze i ukulele i starać się „nic nie musieć”. W naszym przekonaniu wyklucza to przede wszystkim pośpiech, we wszystkich jego przejawach i formach.
Zakładając więc, że Was to zainteresuje – będziecie mogli sobie poczytać o naszym „nicniemuszeniu”, o wspinaniu, graniu, chillowaniu i różne takie… Ale niech Wam nie będzie przykro. Dla otuchy czasem wrzucimy zdjęcia deszczu lub napiszemy jakiś smutny frazes 😉 Będzie też trochę o naszych przygotowaniach do wyjazdu (tu, drogi Czytelniku znajdziesz sporą dawkę rozrywki śledząc wpisy o nieudanych remontach pojazdu, spalonych instalacjach elektrycznych oraz innych kataklizmach obowiązkowych przed taką podróżą).

Sam pomysł na tą wyprawę nie zrodził się w żadnej z naszych głów tak po prostu. Był on cudownym owocem frustracji i niechęci do pędu życia, jakie zapewnia nam każdy dzień w mieście. I tak pewnego zimowego wieczoru, około sto lat temu, nasze umysły przypadkowo się połączyły i przemieniły w kosmiczną jaźń. I właśnie w trakcie mikrosekundy trwania tej jedności z uniwersum i wszechwszystkim, zamiast wynaleźć teleport, odkryć sposób na zażegnanie zła, niesprawiedliwości i głodu na świecie lub sporządzić eliksir nieśmiertelności, czy lekarstwo na raka, wymyśliliśmy sobie ten nasz wyjazd w skałki.

A jeśli chodzi o pozostałe rozterki egzystencjalno-aksjologiczne, to i tu doszliśmy do wspólnych wniosków:

źródło:http://maturatobzdura.tumblr.com/potst/102783060500/we-wszechświecie-musi-istnieć-jakąś-harmonia
źródło: http://maturatobzdura.tumblr.com/potst/102783060500/we-wszechświecie-musi-istnieć-jakąś-harmonia